normalny dzień.
rano obudził mnie i W tato. pojechaliśmy do kościoła. potem postanowiliśmy kupić coś na obiad. najbliżej był kaufland, kiedy wyszliśmy z kościoła pod drzewem stał mężczyzna. wpatrywał się we mnie czujnym wzrokiem... nie było w nim wrogości... ale ciekawość... nadzieja... uśmiechnęłam się do niego.
tato poszedł po kurczaka. Ja i M poszliśmy kupić w Kauflie pepsi i jakieś bułki. Przed sklepem zatrzymałam się gwałtownie. Stał tam ten sam mężczyzna co pod kościołem. stał przy drzwiach, w starych, poniszczonych ciuchach.. spoglądał tak na mnie przez dłuższą chwilę. kiedy oderwałam od niego wzrok zobaczyłam że M wszedł już do sklepu, podgoniłam go i złapałam za rękę, żeby mały się nie zgubił.
staliśmy w kolejce do kasy kiedy znów Go zobaczyłam. Stał w kiosku, nie oglądał żadnych artykułów tylko spoglądał na mnie. Przestraszyłam się. kiedy zapłaciłam, on dalej tak stał. szybko złapałam M za rękę i popędziliśmy w kierunku wyjścia. Jadąc samochodem miałam oczy zamknięte, chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu.
odetchnęłam leżąc w łóżku z słuchawkami w uszach. tato zawołał nas na kurczaka. nalałam pepsi do szklanek. kiedy podeszłam do okna, żeby sprawdzić temperaturę wydawało mi się, że ktoś stoi za naszym domem.
"to tylko głupie urojenie - pomyślałam - głupie urojenie"
poszłam na spacer z psem i moją W. Nikomu nie mówiłam o Nim. I w tedy znów Go zobaczyłam. Stał przy płocie jakiegoś starego domu.
KIM JESTEŚ! - krzyknęłam.
wszystkiego się kiedyś dowiesz - powiedział niskim, matowym głosem patrząc mi prosto w oczy.
PRZERAŻA MNIE PAN?! O CO CHODZI! - krzyknęłam.
to tylko głupie urojenie - powiedział, obrócił się i poszedł skąd przyszedł.
Wszystko O K? - moja W złapała mnie za ramię - kto to był?
nie mam pojęcia powiedziałam .
w ciszy wróciłyśmy do domu. nie rozmawiamy o tym, ona już chyba zapomniała, a gościu się nie pojawiał.
życie jest...
... dziwne
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz